16.01.2012

2011.

jeszcze styczeń się nie skończył, a każdy Nowy Rok trzeba jakoś podsumować. także podsumowanie filmowe po dłuższej przerwie.

najlepszy film 2011: mam wielką nadzieję, że w tym miejscu znajdzie się Shame (reż. S. McQueen), a może nowa produkcja Romana Polańskiego z gwiazdorską obsadą? czekam z niecierpliwością na zwycięzcę!

najlepszy film polski: Róża reż. Wojciech Smarzowski

Wojciech Smarzowski każdym kolejnym filmem udowadnia, że genialnym reżyserem jest. tym razem bez tanich sztuczek, samą opowieścią chwyta za serca, które później brutalnie wyrywa z piersi, aby je zdeptać i zostawić.


najlepszy film akcji: X-men: First Class reż. Matthew Vaughn


Brian Singer w roku 2000 i 2003 dał nam nadzieję. w 2006r. przeraził nas Ostatni Bastion. z kolei rok 2009 zaowocował kompletną tragedią Wolverine'a. Matthew Vaughn przywrócił nam nadzieję! X-meni w końcu na miarę swoich komiksowych pierwowzorów powrócili w olimpijskim blasku!

najlepszy film o tematyce queer: Weekend reż. Andrew Haigh



w morzu modnych ostatnimi czasy filmów o homoseksualizmie ten się wyróżnia. niesamowicie intymny, prawdziwy i dokładny melodramat gejowski.

Piękno reż. Olivier Hermanus


najbardziej zaskakujący. nieziemsko brutalny. RPA odkrywa pewną prawdę o życiu w kłamstwie, gdy zostały już przekroczone granice.



reżyser 2011: 
po niesamowitym debiucie z 2009r. nowy film polskiej reżyserki w wielkim stylu potwierdził jej znaczące miejsce w świecie kinematografii niezależnej.

Code Blue. (2011)



aktorka 2011: każdego roku czekam na aktorkę, która mnie porwie, rzuci na kolana, a na koniec mocno kopnie w brzuch. niestety... rzadko się doczekuję. może zmienią to aktorki, których role zostały dostrzeżone przez Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej?

aktor 2011: 


cały świat zachwycił rolą Bobby'ego Sandsa w brawurowym debiucie Steve'a McQueena. potem było już tylko lepiej. w tym roku dał nam prawdziwego, skomplikowanego Magneto, nieobliczalnego Rochestera i Carla Junga ulegającego pokusom. Polska dalej czeka z mocno bijącym sercem na wielokrotnie już nagrodzony Wstyd.



każdym kolejnym filmem udowadnia nam, że nawet wycieraczka w jego wykonaniu byłaby niesamowita! a w tym roku grał dużo!



plus moje prywatne wyróżnienia: 
Medianeras reż. Gustavo Taretto


najbardziej urocza komedia romantyczna dla inteligentnego, umiejącego czytać kino widza. cudeńko.

Portret o zmierzchu reż. Angelina Nikonova


mocny, niezapomniany i zaskakujący portret 30-letniej, wykształconej, rosyjskiej kobiety, który uświadamia, że pozorne wszystko może być niewystarczające.

najlepszy serial: Sons of Anarchy reż. Kurt Sutter


Kurt Sutter stworzył już 5 sezonów przygód niegrzecznych chłopców i dziewcząt spod szyldu anarchistycznej kostuchy. ich brawurowe akcje okraszone zostały pieczołowicie dobraną muzyką, co dało najlepszy serial gangsterski ostatnich lat. let the freedom roar.

oraz druga strona medalu.

najgorszy film 2011: The Three Musketeers reż. Paul W.S. Anderson


Alexander Dumas przewraca się w grobie. nowa adaptacja jego książki ma z oryginałem wspólne tylko imiona bohaterów. tanie, kiczowate, na wskroś amerykańskie widowisko. boli oczy, serce, duszę.

najgorszy film polski 2011: Bitwa Warszawska reż. Jerzy Hoffman


miało być niesamowite widowisko. pierwsza polska produkcja 3D ze zdjęciami światowej klasy operatora Sławomira Idziaka. niestety zaserwowany został nieudolnie odgrzany, niedoprawiony obiad. może w pewnym wieku należy już sobie odpuścić? żeby nie psuć własnej legendy, panie Jerzy....

największe rozczarowanie: Your Highness reż. David Gordon Green


miały być tony czarnego humoru okraszone świetną obsadą. realizatorzy na pewno się uśmiali przy produkcji. szkoda, że nie można powiedzieć tego samego o widzach.

18.10.2011

27th Warsaw Film Festiwal - day 1

Hoy como ayer.
27 WFF rozpoczęłam dokumentem w reżyserii Bernie IJdis - Hoy como ayer. niestety, nie da się dużo powiedzieć na temat tego filmu. wydaje się, że w założeniu miała to być muzyczna opowieść o stareńkim argentyńskim śpiewaku tanga, który mimo starego wieku nie rezygnuje ze swojego zawodu i pasji. film zapowiadał się nader interesująco. na zapowiedziach się jednak zakończyło. pierwszy film na WFF zasłużył na miano totalnej porażki. 
kamera pokazuje praktycznie każdą minutę z życia staruszka. tak więc, śpiewak 5 minut się ubiera, 20 minut jedzie samochodem, po przyjeździe do jakiegoś baru śpiewa 2 pieśni, 8 minut je kanapkę, śpiewa pieśń i 20 minut wraca do domu. jak łatwo się domyślić najbardziej ekscytujące są sceny śpiewania. pada może z 10 kompletnie nieistotnych, nieinteresujących zdań. wszystko kręcone było z ręki, więc ekran przez całe 70min niemiłosiernie się chybocze. poza tym dowiadujemy się, że operator chyba nie uważał na zajęciach w szkole i zapamiętał tylko jeden efekt albo szalenie zakochał się w głębi ostrości.
"ale nudny film kręcicie" - mówi w pewnej chwili staruszek do kamery. nie da się ukryć, ma pan rację. o nudniejszy trudno.

Flo (Florian Brozek) i Trey (Trey Cole) mieszkają w małym, nudnym miasteczku w Nowym Meksyku. prowadzą spokojne życie totalnych obiboków - jedzą, śpią, jarają trawę, a czasem kradną. nic się nie dzieje. pewnego dnia dla żartu Trey popuszcza Flo, żeby ten zaczepił siedzącą nieopodal nich dziewczynę. podczas gdy Flo używa wszelkich sobie znanych zagrań podrywu, Trey kradnie dziewczynie samochód z wszystkimi dokumentami tłumacząc się, że przecież musi jakoś zapłacić za ich rachunki. komplikacje następują wtedy, gdy Flo naprawdę zauroczył się nowo poznaną Marissą (Tabatha Shaun) i z tego powodu stara się jej wszystko oddać...
Bad Posture to bardzo przyjemna, śmiertelnie poważna zabawna historia o przyjaźni, jej sile i oczywiście o hmm... miłości.
Malcom Murray odpowiedzialny za reżyserię i zdjęcia jednocześnie pokazał nam świat w trochę przydymionych pastelowych kolorach. bawiąc się ostrością obrazu próbował imitować funkcjonowanie ludzkiego oka, które to skupia się na przedmiocie, to rozmazuje obraz, gdy tylko myśli pobiegną ku czemu innemu. Florian Brozek napisał do tego spokojnego, wolnego świata niesamowicie poważne dialogi, które wypowiadane również całkowicie poważnie przez aktorów dawały serdecznie komiczny efekt.
Bad Posture nie jest filmem zmieniającym życie. ale na pewno jest filmem, który uprzyjemni niedzielne popołudnie.

15.08.2011

zaległości.

są takie filmy za które twórcy powinni zwracać widzom pieniądze. i czas.
niestety dużo takich bardzo nieudanych produkcji pojawia się na rynku. cała seria filmów o przyjaciołach uprawiających ze sobą seks dla sportu, czyli No strings attached z Natalie Portman i Ashtonem Kutcherem oraz Love and other drugs z Anne Hathaway i Jake'm Gyllenhaalem.
dwie praktycznie identyczne historie. przystojny on poznaje piękną nią. ona nie ma ochoty na związek, bo a) bo nie (No strings attached) lub b) jest chora na Parkinsona i nie chce być ciężarem (Love and other drugs). on jest a) jej starym kolegą jeszcze z czasów studiów (No stirngs attached) lub b) to wytrawny podrywacz, a ona jest jego kolejną zdobyczą, której (o dziwo!) udało się go przejrzeć i bardzo podoba się jej taki układ (Love and ther drugs). w konsekwencji on zakochuje się, walczy, a ona go odrzuca. na koniec żyją długo i szczęśliwie. a pomiędzy uprawiają niesamowicie dużo seksu. 
w końcu polskie produkcje są jak hollywoodzkie! ani to śmieszne ani romantyczne. dialogi tak wymuszone, że tam gdzie według scenarzystów powinien nastąpić wybuch śmiechu występuje wybuch ziewania. w każdym z tych dwóch filmów dobre sceny można policzyć na palcach jednej ręki. nic ciekawego nie dzieje się zarówno w kwestii formalnej czy fabularnej. po pierwszych 10 minutach znany jest finał opowiastki. operatorzy nawet nie pokusili się o cokolwiek, bo to nie filmy artystyczne, więc nie ma co się przemęczać - zastosujmy stare, sprawdzone chwyty. jedyne czym udało się mnie zaskoczyć to bukiet marchewek dla Natalie Portman. nie da się ukryć urocza scena. jedyna.
ale to nie koniec rozrywek! do polskich kin wchodzi właśnie trzeci film spod tego samego szyldu! tym razem w rolach głównych Mila Kunis i Justin Timberlake.
Friens with benefits to dla odmiany historia dwójki przyjaciół, którzy po kolejnym nieudanym związku decydują się na czysty układ fuck-friend, bo seks jest potrzebą fizyczną taką samą jak jedzenie czy oddychanie i nie trzeba wcale angażować do tego emocji. tak jak w przypadku dwóch poprzednich filmów, tutaj również bardziej angażuje się mężczyzna i to on będzie walczył o swoją seksualną przyjaciółkę. 
No strings attached ogląda się dla Natalie Portman, Love and other drugs dla Jake'a Gyllenhaale'a, a Friends with benefits dla Milii Kunis i Justina Timberlake'a. oprócz patrzenia na tych aktorów nie ma tu żadnej innej przyjemności. chyba, że ktoś lubi trwonić czas i pieniądze, to zapraszam serdecznie do kina lub przed ekran komputera. smacznego. 

Justin Timberlake może już pochwalić się całkiem pokaźną filmografią. po roli w The Social Network, za którą został niemalże zabity przez krytyków sukcesywnie udowadnia, że jest bardzo przyzwoitym aktorem. niestety robi to w filmach niesamowicie złych.   
Bad Teacher miało być produkcją, która przywróci do żywych w filmowym świecie Cameron Diaz, a przyniosła skutek kompletnie odwrotny. pani Diaz dosłownie sypie się na ekranie. to co kiedyś jej przyniosło popularność - uroda - odeszło w zapomnienie. pozostały tylko piękne nogi i figura, które są w filmie odpowiednio eksponowane. nie ma co ukrywać Cameron Diaz jest stara, dobrą aktorką nigdy nie była, więc Bad Teacher przyniósł jej więcej szkody niż pożytku. nie będę nawet komentować fabuły filmu, bo jest tak nudna, przewidywalna i kompletnie nie do przełknięcia jak w filmach opisanych wyżej. Diaz gra nauczycielkę, której powołaniem jest wszystko inne, ale na pewno nie nauczanie dzieci. gdy w szkole, w której uczy pojawia się nowy, bardzo przystojny i bardzo bogaty kolega (Timberlake) Elizabeth zrobi wszystko, żeby go zdobyć. okazuje się, że Scott lubi kobiety o dużych piersiach, więc bohaterka posuwa się daleko za daleko, żeby na owe piersi zarobić. ma jednak konkurencję w osobie nauczycielki idealnej - Amy Squirrel (Lucy Punch). przy czym cały czas przeszkadza kręcący się wokół nauczyciel wf-u (Jason Segel). łatwo się domyślić jaki jest koniec całej historii. nuda, nuda i jeszcze raz nuda. gdyby nie ciekawy drugi plan nie byłoby nawet na czym oka zawiesić. Timberlake, Punch i Phillis Smith (wcielająca się w koleżankę Elizabeth - Lynn) stworzyli prawdziwe perełki kompletnie przyćmiewające główną gwiazdę.
Justin Timberlake po raz kolejny udowodnił, że jest człowiekiem renesansu. najlepsza scena tego filmu należy właśnie do niego. Bad Teacher należy do gatunku proszę-zwrócić-mi-czas-i-pieniądze-z-naciskiem-na-czas, ale dla tych trzech perełek warto się poświęcić.