18.10.2011

27th Warsaw Film Festiwal - day 1

Hoy como ayer.
27 WFF rozpoczęłam dokumentem w reżyserii Bernie IJdis - Hoy como ayer. niestety, nie da się dużo powiedzieć na temat tego filmu. wydaje się, że w założeniu miała to być muzyczna opowieść o stareńkim argentyńskim śpiewaku tanga, który mimo starego wieku nie rezygnuje ze swojego zawodu i pasji. film zapowiadał się nader interesująco. na zapowiedziach się jednak zakończyło. pierwszy film na WFF zasłużył na miano totalnej porażki. 
kamera pokazuje praktycznie każdą minutę z życia staruszka. tak więc, śpiewak 5 minut się ubiera, 20 minut jedzie samochodem, po przyjeździe do jakiegoś baru śpiewa 2 pieśni, 8 minut je kanapkę, śpiewa pieśń i 20 minut wraca do domu. jak łatwo się domyślić najbardziej ekscytujące są sceny śpiewania. pada może z 10 kompletnie nieistotnych, nieinteresujących zdań. wszystko kręcone było z ręki, więc ekran przez całe 70min niemiłosiernie się chybocze. poza tym dowiadujemy się, że operator chyba nie uważał na zajęciach w szkole i zapamiętał tylko jeden efekt albo szalenie zakochał się w głębi ostrości.
"ale nudny film kręcicie" - mówi w pewnej chwili staruszek do kamery. nie da się ukryć, ma pan rację. o nudniejszy trudno.

Flo (Florian Brozek) i Trey (Trey Cole) mieszkają w małym, nudnym miasteczku w Nowym Meksyku. prowadzą spokojne życie totalnych obiboków - jedzą, śpią, jarają trawę, a czasem kradną. nic się nie dzieje. pewnego dnia dla żartu Trey popuszcza Flo, żeby ten zaczepił siedzącą nieopodal nich dziewczynę. podczas gdy Flo używa wszelkich sobie znanych zagrań podrywu, Trey kradnie dziewczynie samochód z wszystkimi dokumentami tłumacząc się, że przecież musi jakoś zapłacić za ich rachunki. komplikacje następują wtedy, gdy Flo naprawdę zauroczył się nowo poznaną Marissą (Tabatha Shaun) i z tego powodu stara się jej wszystko oddać...
Bad Posture to bardzo przyjemna, śmiertelnie poważna zabawna historia o przyjaźni, jej sile i oczywiście o hmm... miłości.
Malcom Murray odpowiedzialny za reżyserię i zdjęcia jednocześnie pokazał nam świat w trochę przydymionych pastelowych kolorach. bawiąc się ostrością obrazu próbował imitować funkcjonowanie ludzkiego oka, które to skupia się na przedmiocie, to rozmazuje obraz, gdy tylko myśli pobiegną ku czemu innemu. Florian Brozek napisał do tego spokojnego, wolnego świata niesamowicie poważne dialogi, które wypowiadane również całkowicie poważnie przez aktorów dawały serdecznie komiczny efekt.
Bad Posture nie jest filmem zmieniającym życie. ale na pewno jest filmem, który uprzyjemni niedzielne popołudnie.

15.08.2011

zaległości.

są takie filmy za które twórcy powinni zwracać widzom pieniądze. i czas.
niestety dużo takich bardzo nieudanych produkcji pojawia się na rynku. cała seria filmów o przyjaciołach uprawiających ze sobą seks dla sportu, czyli No strings attached z Natalie Portman i Ashtonem Kutcherem oraz Love and other drugs z Anne Hathaway i Jake'm Gyllenhaalem.
dwie praktycznie identyczne historie. przystojny on poznaje piękną nią. ona nie ma ochoty na związek, bo a) bo nie (No strings attached) lub b) jest chora na Parkinsona i nie chce być ciężarem (Love and other drugs). on jest a) jej starym kolegą jeszcze z czasów studiów (No stirngs attached) lub b) to wytrawny podrywacz, a ona jest jego kolejną zdobyczą, której (o dziwo!) udało się go przejrzeć i bardzo podoba się jej taki układ (Love and ther drugs). w konsekwencji on zakochuje się, walczy, a ona go odrzuca. na koniec żyją długo i szczęśliwie. a pomiędzy uprawiają niesamowicie dużo seksu. 
w końcu polskie produkcje są jak hollywoodzkie! ani to śmieszne ani romantyczne. dialogi tak wymuszone, że tam gdzie według scenarzystów powinien nastąpić wybuch śmiechu występuje wybuch ziewania. w każdym z tych dwóch filmów dobre sceny można policzyć na palcach jednej ręki. nic ciekawego nie dzieje się zarówno w kwestii formalnej czy fabularnej. po pierwszych 10 minutach znany jest finał opowiastki. operatorzy nawet nie pokusili się o cokolwiek, bo to nie filmy artystyczne, więc nie ma co się przemęczać - zastosujmy stare, sprawdzone chwyty. jedyne czym udało się mnie zaskoczyć to bukiet marchewek dla Natalie Portman. nie da się ukryć urocza scena. jedyna.
ale to nie koniec rozrywek! do polskich kin wchodzi właśnie trzeci film spod tego samego szyldu! tym razem w rolach głównych Mila Kunis i Justin Timberlake.
Friens with benefits to dla odmiany historia dwójki przyjaciół, którzy po kolejnym nieudanym związku decydują się na czysty układ fuck-friend, bo seks jest potrzebą fizyczną taką samą jak jedzenie czy oddychanie i nie trzeba wcale angażować do tego emocji. tak jak w przypadku dwóch poprzednich filmów, tutaj również bardziej angażuje się mężczyzna i to on będzie walczył o swoją seksualną przyjaciółkę. 
No strings attached ogląda się dla Natalie Portman, Love and other drugs dla Jake'a Gyllenhaale'a, a Friends with benefits dla Milii Kunis i Justina Timberlake'a. oprócz patrzenia na tych aktorów nie ma tu żadnej innej przyjemności. chyba, że ktoś lubi trwonić czas i pieniądze, to zapraszam serdecznie do kina lub przed ekran komputera. smacznego. 

Justin Timberlake może już pochwalić się całkiem pokaźną filmografią. po roli w The Social Network, za którą został niemalże zabity przez krytyków sukcesywnie udowadnia, że jest bardzo przyzwoitym aktorem. niestety robi to w filmach niesamowicie złych.   
Bad Teacher miało być produkcją, która przywróci do żywych w filmowym świecie Cameron Diaz, a przyniosła skutek kompletnie odwrotny. pani Diaz dosłownie sypie się na ekranie. to co kiedyś jej przyniosło popularność - uroda - odeszło w zapomnienie. pozostały tylko piękne nogi i figura, które są w filmie odpowiednio eksponowane. nie ma co ukrywać Cameron Diaz jest stara, dobrą aktorką nigdy nie była, więc Bad Teacher przyniósł jej więcej szkody niż pożytku. nie będę nawet komentować fabuły filmu, bo jest tak nudna, przewidywalna i kompletnie nie do przełknięcia jak w filmach opisanych wyżej. Diaz gra nauczycielkę, której powołaniem jest wszystko inne, ale na pewno nie nauczanie dzieci. gdy w szkole, w której uczy pojawia się nowy, bardzo przystojny i bardzo bogaty kolega (Timberlake) Elizabeth zrobi wszystko, żeby go zdobyć. okazuje się, że Scott lubi kobiety o dużych piersiach, więc bohaterka posuwa się daleko za daleko, żeby na owe piersi zarobić. ma jednak konkurencję w osobie nauczycielki idealnej - Amy Squirrel (Lucy Punch). przy czym cały czas przeszkadza kręcący się wokół nauczyciel wf-u (Jason Segel). łatwo się domyślić jaki jest koniec całej historii. nuda, nuda i jeszcze raz nuda. gdyby nie ciekawy drugi plan nie byłoby nawet na czym oka zawiesić. Timberlake, Punch i Phillis Smith (wcielająca się w koleżankę Elizabeth - Lynn) stworzyli prawdziwe perełki kompletnie przyćmiewające główną gwiazdę.
Justin Timberlake po raz kolejny udowodnił, że jest człowiekiem renesansu. najlepsza scena tego filmu należy właśnie do niego. Bad Teacher należy do gatunku proszę-zwrócić-mi-czas-i-pieniądze-z-naciskiem-na-czas, ale dla tych trzech perełek warto się poświęcić.

14.08.2011

Bloodgroup.



won't you stay a while with me just to loosen up my arms?
baby it's the only way to make a flame come from the sparks.

5.08.2011

all I want !

Day after day your home life's a wreck
The powers that be just
Breathe down your neck
You get no respect
You get no relief
You gotta speak up
And yell out your piece
 
So back off your rules
Back off your jive
Cause I'm sick of not living
To stay alive
Leave me alone
I'm not asking a lot
I just don't want to be controlled
 
That's all I want
All I want
 
How many times is it gonna take
Till someone around you hears what you say
You've tried being cool
You feel like a lie
You've played by their rules
Now it's their turn to try
 
So back off your rules
Back off your jive
Cause I'm sick of not living
To stay alive
Leave me alone
I'm not asking a lot
I just don't want to be controlled
 
That's all I want
All I want
 
I said it before
I'll say it again
If you could just listen
Then it might make sense

That's all I want
All I want

6.07.2011

newsy, newsy.

jest lato (podobno), jest sezon, więc się dzieje!

tak jak się spodziewałam po seansie Piratów z Kraibów: Na nieznanych wodach producenci planują kolejną, piątą już odsłonę tegoż filmu. wszystko wciąż zależy od Johnny'ego Deppa - jeśli projekt mu się spodoba, to film powstanie, a jeśli nie to projekt pójdzie do kosza. mam nadzieję, że Johnny wykaże się odrobiną taktu i smaku, bo niedługo Piraci przebiją Modę na sukces w ilości odcinków...

powstaje filmowa adaptacja książki Gods behaving badly! jakieś dwa lata temu miałam przyjemność czytać tę powieść o greckich bogach uwięzionych we współczesnym Londynie. przyjemny język, ciekawe rozwiązania przedstawienia bohaterów plus genialne pokazanie bogów. Afrodyta jako pani z sextelefonu, Apollo - telewizyjną wróżką? tak właśnie!
reżyserią zajmie się producent Pary na życie, Marc Turtletaub i będzie to jego debiut reżyserski. przeraża mnie jednak obsada. Sharon Stone jako Afrodyta - jak najbardziej! ale Olivier Platt jako Apollo!? toż to nieporozumienie! do tego mamy między innymi Christophena Walkena jako Zeusa. liczę na to, że filmweb szybko poinformuje nas o niechybnych zmianach w obsadzie.

Shakespeare nie zestarzeje się nigdy! wiedzą o tym również filmowcy, a najbardziej popularna jest oczywiście historia Romea i Julii, do której Carlo Carlei właśnie skompletował obsadę głównych bohaterów. ten reżyser niechcący pokazał jak przez ostatnie lata zmienił się wizerunek mężczyzny. nie oszukujmy się, ale Leonardo DiCaprio kiedy grał Romea nie należał do uosobień testosteronu - był słodkim chłopięciem. jednak przy nowym odtwórcy najsłynniejszego kochanka świata DiCaprio wygląda jak Schwarzenegger. Romeem został Douglas Booth znany z miniserialu Filary Ziemii. jego ukochaną Julią będzie nominowana w tym roku do Oscara Hailee Steinfeld. w Benvolia wcieli się Kodi Smith-McPhee, a Tybaltem zostanie Ed Westwick. i tylko dla tego ostatniego obejrzę to hmm.... wiekopomne dzieło.

skoro o adaptacjach mowa, to w 2014 roku na ekranach kin ma pojawić się film inspirowany najpopularniejszą grą tego roku - Angry Birds! nic nie jest jeszcze bliżej wiadome, ale film powstać ma.



latem przyszłego roku do kin trafi dzieło powstałe w wyniku połączenia sił Disney'a i Pixara - Merida Waleczna. film opowiada o dziedziczce korony szkockiej, której nie za bardzo spieszy się do bycia przykładną królewską córką. dziewczyna ucieka więc z domu, aby spełnić swoje marzenie i zostać łuczniczką. jak wiadomo, w takich sytuacjach wszystko lubi się komplikować.
zapowiada się, że połączenie Pixara z Disney'em odrodzi bajkę. rozmach i romantyzm opowieści ze starego stylu Disney'a z lat 90tych i wcześniejszych wsparty świetną pixarowską animacją plus powiew nowości - rudowłosa wojowniczka jako główna bohaterka.

już za chwilę w naszych kinach pojawią się Debiutanci. wyreżyserowana przez Mike Millisa opowieść o mężczyźnie, którego życie przewraca się do góry nogami, gdy jego 75-letni ojciec po ponad 40 latach małżeństwa przyznaje się do homoseksualizmu. poza tym pojawia się piękna kobieta. w rolach głównych Evan McGregor, Christopher Plummer i Melanie Laurent.
zwiastun wywołuje we mnie nadzieję na bardzo udany film. jednak nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca, bo wystarczy sobie przypomnieć poprzedni film Millisa - Thumbsucker, który też się zapowiadał i na tym się skończyło.

9.06.2011

z serii najlepsi aktorzy świata: JOHNNY DEPP.

dziś są urodziny genialnego Johnny'ego Deppa !

I wish u immortality.

plakaty, premiery.

pojawił się pierwszy plakat kolejnej adaptacji powieści Alexandra Dumasa - Trzej Muszkieterowie. jako, że jest to jedna z moich ulubionych książek, aż się boję pójść do kina. film został nafaszerowany gwiazdami, które (moim zdaniem) warunkami zupełnie nie pasują do ról. wyjątkami są Orlando Bloom grający księcia Buckinghma, Christopher Waltz - kardynał Richelieu i Mads Mikkelsen jako hrabia Rochefort (dwaj ostatni są po prostu idealni!). naprawdę nie mam pojęcia czym kierował się Paul W.S. Anderson obsadzając w roli królowej Anny Austriaczki Juno Temple! albo gdzie widział męstwo i fantazję w gwieździe Percy'ego Jacksona i bogów olimpijskich - Loganie Lermanie powierzając mu d'Artagnana! pojawienie się Milli Jovovic jestem w stanie zrozumieć - to wzgląd na ich poprzednią, bardzo owocną współpracę, ale Milla jako Milady!?
od reżysera Mortal Combat i wszystkich części Resident Evil oczekuję opowieści pełnej akcji i zapierających dech w piersiach scen walk. mam nadzieję, że obsada mnie pozytywnie rozczaruje.
oto i oni.

wielkimi krokami zbliża się premiera ostatniej części Harry'ego Pottera, więc co rusz jesteśmy zasypywani nowymi trailerami czy plakatami. tym razem pojawiło się 12 bardzo nieudanych plakatów. więc wrzucę dwa najlepsze. oczywiście są to główne postaci bitwy - Harry (Daniel Radcliffe) i Voldemort (Ralph Fieness).

dla porównania wyphotoshopowana, wyzuta ze wszystkiego Hermiona (Emma Watson).

a na koniec Helena Bonham Carter jako Bellatrix Lestrange.

dzięki bogom, nie ma Ginny (Bonnie Wright)...

na koniec coś na co ze zniecierpliwieniem czeka cały świat! z różnym nastawieniem....
trailer pierwszej części Zmierzch: Przed Świtem !!! który można obejrzeć tutaj.

8.06.2011

internetowe znaleziska. LATO !







sesyjne nowości.

wiadomo, że WSZYSTKO ciekawsze jest od nauki.

w sieci właśnie pojawił się trailer do filmu Jonathana Levine'a zatytułowanego 50/50. ma on opowiadać o losach młodego Żyda - Adama, u którego właśnie zdiagnozowano raka kręgosłupa. historia została zainspirowana autentycznymi przeżyciami scenarzysty - Willa Reisera głównego bohatera gra Joseph Gordon-Levitt i, szczerze mówiąc, jest to główny powód mojego zainteresowania tym filmem. poza tym pojawia się znana z sagi Zmierzch aktorka Anna Kendrick.
sam trailer jest ... uroczy. go and find out if I live.

Polacy uwielbiają kino historyczne chyba od zawsze. uwielbienie narodu i jego cierpienia. w tym właśnie patriotycznym duchu 27 maja na ekranie naszych kin zadebiutował film Prosto z nieba w reżyserii Piotra Matwiejczyka. opowiada on o jakże tragicznym dniu dla naszego narodu - o 10 kwietnia 2010r., czyli o katastrofie smoleńskiej. historie ludzi, których bliscy znaleźli się na pokładzie feralnego Tupolewa. Matwiejczyk do tego projektu zaprosił wielu zdolnych aktorów m.in. Mieczysława Bakę, Olgę Bołądź, Marcina Bosaka czy Eryka Lubosa.
z tego co udało mi się już wyczytać w recenzjach, Matwiejczyk okazał się reżyserem bardzo zdolnym. to, że film nie stanowi żadnej wartości artystycznej było do przewidzenia, ale żeby zepsuć Lubosa?! na to trzeba być już wybitnym.
sama raczej nie pokuszę się o obejrzenie całości, gdyż ledwo przeżyłam trailer, więc nie wiem czym mogłoby się skończyć przyjęcie tego "dzieła sztuki" w większej ilości...

na pocieszenie zaczęły się już zdjęcia do międzynarodowej produkcji Bitwy pod Wiedniem lub inaczej 11 września 1683. reżyserią zajął się Renzo Martinelli - włoski reżyser, dla którego film ten może stać się przepustką do sławy. znajdziemy tu całą plejadę polskich aktorów. nasza gwiazda eksportowa Alicja Bachleda-Curuś zagra Księżnę Eleonorę Lotaryńską. Piotr Adamczyk jako Leopold I Habsburg ma okazję pokazać się w czymś, co w przeciwieństwie do romkomów, jest choć trochę godne jego talentu. pojawią się również znani z innych filmów historycznych Daniel Olbrychski i Andrzej Seweryn. a króla Jana III Sobieskiego zagra Jerzy Skolimowski!
niewątpliwie jest na co czekać! premiera planowana jest na 11 września 2012r.

nieustannie trwają spekulacje nad nową produkcją Quentina Tarantino o wstępnym tytule Django Unchained.  co raz bardziej prawdopodobny jest udział Leonardo DiCaprio natomiast co raz mniej Willa Smitha. za to na pewno na ekranie zobaczymy Christophera Waltza.
DiCaprio miałby się wcielić w Calvina Candiego - czarny charakter filmu, w którego rękach znajduje się żona głównego bohatera - Django. o tę rolę walczą teraz rzeczony Smith, Jamie Foxx, Idris Elba oraz Chris Tucker.

powstaje również nowy film z Alem Pacino w jednej z głównych ról. Imagine to reżyserski debiut Dana Foglemana scenarzysty m.in. Aut czy Pioruna. film będzie opowiadał o podstarzałym rockmanie (Pacino), który dostaje list od samego Johna Lennona z informacją, że posiada syna (Steve Carell).

27.05.2011

namiętnie.

namiętnie ostatnio słucham Led Zeppelin.



























ge niu sze !!!

przerwa.

w chwili sesyjnego oddechu pobiegłam prędko na świeżych Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach. nie ukrywam, że spodziewałam się najgorszego. Na krańcu świata byli po prostu straszni. przerażał mnie także brak państwa Turner, ale ich historia już się zakończyła. w zamian za tę uroczą parę dostaliśmy Penelope Cruz i Iana McShane'a. fair enough.
pełna niepokojów, zaopatrzona w prywatne okulary 3d usiadłam w fotelu i zdumiona oglądałam szybkie zapełnianie się sali - była 17.30 w czwartek!
z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Rob Marshall dał radę! nie jest to film spektakularny i rzucający na kolana, tak jak Czarna Perła, ale nie ma tragedii, a chyba o to chodziło. 3d zdecydowanie wykonuje swoje zadanie. nowe postaci są kolorowe, wyraziste. bardzo przyzwoity film, po takim pasmie nieszczęść. obawiam się jednak, że Disney nakręci jeszcze piątą część... sukces kasowy już został osiągnięty, a refinish sequence świadczy o tym, że Piratów będą dalej męczyć....

studiowanie kulturoznawstwa nawet podczas sesji ma same plusy! jedną z ostatnich nocy spędziłam na oglądaniu dzieł człowieka, na punkcie którego cały światek teatralny ma totalnego hopla - Przemysława Wojcieszka.
Głośniej od bomb to drugi film, który przyniósł mu sukces i zapewnił miejsce w polskim świecie filmu. opowieść o miłości Marcina (R. Maćkowiak) i Kaśki (S. Juszczak) - młodej pary z Dolnego Śląska, która staje przed poważnymi życiowymi wyborami.
historia sama w sobie trochę mdła, tak jak i jej główni bohaterowie. Wojcieszek opowiadając o pewnych typach ludzi z tzw. Polski B postawił na niesamowicie barwny drugi plan kompletnie zapominając o pierwszym. Kaśka i Marcin są niemiłosiernie nudni! gdyby nie genialna oprawa za ich plecami w ogóle by się tego nie dało oglądać. co mamy w drugim planie? genialną Magdalenę Schejbal jako Jagodę - nastoletnią agresorkę, która poznaje Poświatowską (najlepszy debiut aktorski Gdynia 2001). chłopak Jagody -Dżeffrej (K. Czeczot) to rozpieszczony jedynak myślący (rzadko, co prawda), że wszystko da się kupić. ojciec Dżeffreja (A. Gałła) - typowy przedstawiciel ojców rodziny wiedzący wszystko najlepiej oraz jego żona (G. Krukówna) - matka polka na granicach wytrzymałości. i kogo w tym momencie obchodzi czy Kaśka wyjedzie do Stanów czy też nie?!
u Wojcieszka uwielbiam muzykę. każdy jego film jest zainspirowany konkretnym nurtem muzycznym lub zespołem. Głośniej od bomb to hołd dla The Smiths nie tylko w tytule. Marcin jest niesamowitym fanem zespołu i nawet zdarza mu się mówić tekstami piosenek. przy okazji na stypie gra zaprzyjaźniony zespół Komety. a na samym pogrzebie pojawia się Partia, która nad grobem zwykłego robotnika, byłego alkoholika śpiewa "Chciałbym umrzeć jak James Dean" (najlepsza scena moim zdaniem).
Wojcieszek jest artystą ciekawym, odważnym, co widać w tym filmie również. ale tu zdecydowanie zabrakło dobrego pierwszego planu i mocnego rozwiązania akcji. w pewnym momencie zrobiło się za hollywoodzko-słodko, co zniszczyło cały wydźwięk filmu, który do tej pory był bardzo boleśnie prawdziwy.

9.05.2011

początek tygodnia.

są rzeczy, których po prostu robić się nie powinno. a karą za złamanie tego zakazu winna być śmierć!
przeżyłam Nirvanę w wersji foxtrota, ale tę panią naprawdę ktoś mógłby uderzyć głową o coś twardego. najlepiej z dużej wysokości. bardzo dużej.




 są jednak dobre rzeczy.

przecudny teledysk. a w mojej dyskograficznej kolekcji już znalazł się trzypłytowy dorobek pana Grievesa.



i jeszcze cudny kawałek na dzieńdobry i na początek tygodnia jak najbardziej odpowiedni.

jako pamiątkę z Sardynii przywiozłam w sercu muzykę Fabrizo Bosso. absolutnie magiczny. koncert w Tearto Massimo zabrał mnie w totalnie inny wymiar i ze smutkiem musiałam się z nim pożegnać. teraz pozostaje mi tylko przeszukiwać internet w celu znalezienia choć jednej płyty tego trębacza, a nie jest łatwo. magii nie da się tak po prostu wyrzucić z serca.



pamiątką z Edynburga natomiast stały się... winyle! mam The Clash i Sex Pistols na winylach !!!
jeszcze tylko zebrać na adapter...





z serii najlepsi aktorzy świata: Heath Ledger !

powrót do rzeczywistości.

niestety wszystko, co cudne szybko się kończy. na szczęście zawsze zostaje muzyka. i nowości, na które warto było czekać!

wielkimi krokami zbliża się premiera czwartej części moich ukochanych Piratów z Kraibów. czekam z niecierpliwością i przerażeniem w oczach, bowiem obawiam się, że najlepszy z tej części będzie ten utwór...
szczerze uwielbiam panów z The Long Island. są nieziemsko głupi, ale w tę dobrą stronę. wszyscy chyba już znają hity takie jaki I just had sex. w szranki z nimi stawać może tylko Jon Lajoie.

jeśli chodzi o oczekiwanie z zapartym tchem, to już nie długo premiera X-men: First Class !!! z tego powodu pojawiają się w sieci co raz to nowe filmiki prezentujące bohaterów. muszę przyznać, że obawiałam się trochę słuszności wyboru Jamesa McAvoya do roli profesora Xaviera, ale w każdym kolejnym trailerze przekonuje mnie do siebie co raz bardziej. mocno oczarowana jestem również Nicholasem Hultem. gwiazda dwóch pierwszych serii Skins uparcie pokazuje światu, że jest bardzo utalentowanym aktorem! okazuje się, że rola w Samotnym Mężczyźnie u boku Colina Firtha będzie początkiem pięknej kariery, a nie tylko odcięciem kuponu sławy. mam nadzieję, że nie zawiedzie mnie Jennifer Lawrence, od której naprawdę wiele wymagam. po fantastycznej roli w Winter's Bone nie spodziewam się niczego poniżej tego poziomu. trailery zapowiadają wielki powrót Xmenów na piedestał. mam nadzieję, że tak jak Nolan uratował Batmana, tak First Class będzie ratunkiem dla moich ulubionych superbohaterów, nad których wizerunkiem ostatnio się pastwiono robiąc takie rzeczy jak Wolverine...

21.04.2011

Piękni Dwudziestoletni.

Warszawa w tym roku aż kipi od różnego rodzaju wydarzeń kulturalnych. dosłownie jeden festiwal filmowy po drugim. ledwo skończyło się Łodzią po Wiśle, czyli przegląd filmów z łódzkiej filmówki, a już za rogiem czyhała pierwsza edycja Pięknych Dwudziestoletnich - Festiwalu Młodego Kina.

Piękni Dwudziestoletni to całkowicie oddolna inicjatywa zorganizowana przez grupę młodych ludzi, mająca na celu pokazanie filmów zarówno ludzi ze szkół, ale także kompletnych amatorów.
Festiwal trwał 3 dni, a rzecz działa się w kinie "Wisła".
jak na pierwszą edycję festiwalu frekwencja była zadziwiająco duża.

obejrzeliśmy dużo filmów. krótkie metraże, dokumenty, a nawet parę (bardzo dobrych!) animacji. jak to na takich festiwalach bywa poziom był niesamowicie zróżnicowany. były filmy, które rzucały na kolana, ale były również takie, które raziły swą miernością, brakiem jakiegokolwiek profesjonalizmu.
jakież ogromne było więc moje zdziwienie, gdy jury postanowiło przyznać Grand Prix filmowi... przeciętnemu. Piruet (reż. Joanna Kuźmienko) to klasyczna już pogadanka, o tym co złego może przytrafić się jak za bardzo czegoś pragniemy. otóż główna bohaterka jest baletnicą, niestety nienajlepszą. na tyle złą, że nie może zaliczyć zajęć u pewnego starszego, ale lubiącego młode dziewczyny, profesora. pod presją rodziców (aczkolwiek delikatną i wynikającą tylko z przepełniającej ich dumy) decyduje się na drastyczny krok. ceną za dopuszczenie dziewczyny do dyplomowego występu jest seks z owym profesorem. na koniec dostajemy jeszcze bardzo mocne rzucenie kwiatem o ziemię, które niechybnie ma symbolizować, że bohaterka z baletem skończyła, co potwierdza również wcześniejsze zrywanie zdjęć ze ścian.
jak widać historia prosta, przewidywalna, banalna i wręcz nudna. plus brak jakichkolwiek ciekawych ujęć, jakiś nowatorskich zabiegów światłem czy patrzeniem kamery. żadnego kombinowania. i ta scena z dyplomu do złudzenia przypominająca Black Swan tylko, że w podmiejskiej polskiej wersji. nie jestem w stanie pojąć za co ów film dostał tę najważniejszą nagrodę. chyba, że za niesłychanie wymowne pogrożenie palcem i krzyk "uwaga, zło czai się za rogiem!".

rzecz, która zaskoczyła mnie jeszcze bardziej niż Grand Prix dla Piruetu, to brak nawet jakiegokolwiek wyróżnienia dla mojego absolutnego faworyta! filmu, który rzucił mnie na kolana pod każdym względem i nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia. może oprócz tego, że był przykrótki... nie, był w sam raz.
Nie dotykając ziemi reż. Arek Biedrzycki.
w filmie nie pada ani jedno słowo, a jednak nie było ono nikomu potrzebne. genialny montaż, ciemne kolory, dobrze przeprowadzona akcja - wszystko to sprawiło, że ten krótki metraż jest tym, co w kinie lubię najbardziej. to zagadka. widz został potraktowany jak inteligentny odbiorca. miał sobie sam złożyć opowieść, dopowiedzieć, o co tak naprawdę chodzi, czemu bohater zachował się tak, a nie inaczej. uwielbiam takie filmy, kiedy nie dostaję łopatą po głowie. filmy, które mnie porywają i kołaczą się w myślach przez długi czas. Nie dotykając ziemi takim filmem właśnie jest.
pan Arek jest dopiero na pierwszym roku. boję się i nie mogę się doczekać, co będzie dalej!

ciąg dalszy nastąpi...

13.04.2011

tym razem nie o kinie...

... a o muzyce.

istnieje pewien niemiecki, legendarny zespół rockowy. znany jest z tego, że na wokalu znajduję się u nich piękna kobieta, jedna z najlepszych wokalistek na świecie. dziewczyna potrafi wydrzeć japę, zagrowlować, ale też zaśpiewa melodyjną balladę. to jeden z niewielu zespołów rockowych na świecie, który nie zniewieściał przez posiadanie wokalistki. przez wszystkie lata swojego istnienia twardo grał ciężko, głośno i agresywnie.
ten zespół to GUANO APES.

w 2005 roku zespół rozpadł się ku rozpaczy rzeszy fanów, w tym mnie. Sandra Nasic wydała solowy krążek (całe szczęście jeden), a panowie zajęli się nowym projektem - iO. jakaż była nasza radość, gdy w 2009 roku na Woodstocku, Dennis i Sandra potwierdzili zjednoczenie zespołu oraz postępujące prace nad nowym krążkiem.
nie były to czcze obietnice. w bieżącym roku GA ruszyło w trasę. Polska oszalała! przyjadą do nas aż 3 razy! w maju do Białegostoku, w czerwcu - Warszawa, a w październiku - Kraków!
 w między czasie światło dzienne ujrzało ich najnowsze dziecko zatytułowane Bel Air...

ja, oczywiście, wiecznie niedoinformowana, o istnieniu nowej płyty dowiedziałam się wczoraj. szybko znalazła się na dysku, od tej pory przesłuchuję ją wciąż na nowo i nadziwić się nie mogę. owszem, szczęście mnie rozpiera, że piękna Sandra w końcu postawiła na swoją kobiecość, jeśli chodzi o stroje, bo jest cudną kobietą. ale na polu muzycznym zawiodła mnie po raz wtóry. Bel Air jest powtórką The Signal tyle, że jeszcze gorszą...

podczas, gdy na The Signal znajdziemy jeszcze parę dobrych kawałków w starym, dobrym stylu GA, to na Bel Air poniższy utwór jest najostrzejszym, najbardziej rockowym.
mój ukochany zespół tym postawił na dziwną mieszankę elektronicznych dźwięków z ostrymi, choć wyciszonymi gitarami i szaloną perkusją. postawili też na zmianę wizerunku Sandry. pytanie brzmi tylko, czy aby na pewno dobrze obstawili? jeżeli o mnie chodzi, to zawiodłam się niemiłosiernie. prawdopodobnie jak miliony innych fanów, którzy czekali na kolejny niesamowity krążek po tych 6-ściu latach przerwy...
to co się stało z Sandrą niebezpiecznie przypomina mi pewną polską, wspaniałą, rockową wokalistkę. modlę się o do wszystkich Muz i Apolla, żeby pani Nasic nie podążyła tą ścieżką.

jest też dobra informacja! panowie GA podczas tych paru lat wolnego wydali płytę z Charlesem Simmonsem na wokalu. iO to porządny post-rock. wszystko to, co kochaliśmy w Guano Apes znalazło się na Music for the masses. brakuje tylko Sandry.
ale, da się? no da!


moja szaleńcza radość na zbliżające się 3 koncerty trochę osłabła. trochę bardzo... chyba jednak zrezygnuję z majowego Białegostoku... jak już będą w Warszawie to wstyd nie pójść... a do Krakowa zawsze warto jechać ;)

co się stało Guano Apes!? tyle lat czekania, a wy nam dajecie takie gówno!? WTF, Guano Apes!?

11.04.2011

Ryan Gosling.

rozpoczynam przegląd fantastycznych aktorów.  

Ryan Gosling - prawdziwe objawienie. ten facet zagra dosłownie wszystko. i za każdym razem będzie prawdziwy, przejmujący, zagarniający dla siebie cały ekran.












fascynacja rozpoczęła się od Blue Valentine, w którym partnerowała mu Michelle Williams. ten film zawojował tegoroczny Sundance. to przejmująca historia próby walczenia o utrzymanie miłości, związku. na naszych oczach rozpada się uczucie, które miało być wieczne, nieprzemijające.
piękne zdjęcia, okraszone cudowną muzyką (Grizzly Bear). mało słów - wszystko znajduje się pomiędzy.
zdecydowanie jeden z lepszych melodramatów jakie widziałam. a tego gatunku nie lubię szczególnie mocno. nie sposób jednak mi się nie zachwycać tym, co niesamowitego tworzy ta dwójka aktorów. jak idealnie są młodzi i pełni nadziei, przy czym zaraz zgorzkniale dorośli. doskonały popis aktorstwa.

jak mam w zwyczaju, zachwycona Ryanem, zaraz zabrałam się za jego filmografię.

następnym filmem był The Believer. młodziutki Gosling zagrał tam przepełnionego nienawiścią neonazistę Żyda. żydowskiego nazistę, który chciałby wymordować wszystkich Żydów. jego nienawiść przeplotła się z nowo poznaną miłością do dziewczyny, która z całych sił chciała nauczyć się wszystkiego o wierze narodu wybranego. a bomby już leżały podłożone w synagodze...
trudno nie porównywać tego filmu do American History X. kreacje stworzone przez Nortona i Goslinga mogą zostać uznane za podobne. jednak w American History mamy w pewien sposób happy ending - główny bohater przechodzi wewnętrzną, powolną przemianę i w konsekwencji jego dusza/osoba zostaje uratowana (czego nie można powiedzieć o młodszym bracie). postać Goslinga natomiast jest targana dużo bardziej sprzecznymi emocjami. to dopiero młody chłopak, który pogubił jakiekolwiek ideały. jednak Ryan powoduje, że zamiast pogardy czujemy tylko empatię i smutek. jest niesamowity.

następna była słodko-gorzka komedia Lars and the real girl.
przyzwyczajona do pięknego, przystojnego Ryana przeżyłam niemały szok. brzuszek i wąsy zrobiły swoje. strój robi rolę - jest w tym trochę prawdy.
tym razem przedstawił historię trzydziestoparoletniego Larsa, który starając się zapełnić pustkę w swoim życiu, a także sprostać wymaganiom brata i jego żony, pewnego dnia zamawia przez internet lalkę. Bianca staje się jego oficjalną dziewczyną, a nawet zamierzają się pobrać. z tym musi się uporać miasteczko, bo Lars nie przyjmuje do wiadomości, że Bianca to tylko lalka. film przedstawia więc dwie historie: z jednej strony trochę psychicznego Larsa, a z drugiej ludzi w jego otoczeniu, którzy po to, żeby mu pomóc zaczynają grać w tę groteskę.
film sam w sobie niestety się nie broni. niesamowity pomysł, ale jednak nie został jakoś do końca udźwignięty. brakuje mi tu doskonałej muzyki czy zdjęć. jakby realizatorzy oparli się jedynie na talencie aktorów i pomysłowości historii. niestety nie wystarczyło.
ale! Ryan jest tym razem kompletnie inny. znowu. zaskakuje i wzrusza. jest magnesem. patrzy się tylko i wyłącznie na niego. łaknie scen z nim. dobrze, że jest ich tak dużo.


jakby było mało Gosling jest również niesamowicie utalentowanym muzykiem! od paru lat w raz z kolegą tworzą zespół Dead Man's Bones !

a tymczasem ja się zabieram za film, który przyniósł mu sławę - The Notebook.