6.04.2011

dawno oglądane, dawno pisane.

z powodu chwilowego braku weny, co do ostatnio widzianych filmów na Lecie Filmów w Lunie, w czeluściach mojego komputera odnalazłam recenzje jeszcze z LO. z niektórych byłam szczególnie dumna. zaznaczam, jednak, że to było LICEUM.


Już jakiś czas temu na ekrany naszych kin weszła kolejna seria przygód człowieka-nietoperza. Mroczny rycerz zyskał dodatkowy rozgłos dzięki tajemniczej śmierci Heatha Ledgera.
Wybierałam się na ten film z lekkim niepokojem o jego jakość. Rola Ledgera, jeszcze przed wejściem Mrocznego rycerza, do kin stała się legendą. Zazwyczaj taka sława to minus dla samego filmu. Na szczęście zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Heath Ledger jako Joker był … niesamowicie fantastyczny. Niektórzy nawet posuwają się do stwierdzenia, i ż pobił na głowę samego Jacka Nicholson. Takie porównywanie to czysty idiotyzm. Jokerzy przez nich stworzeni to dwie kompletnie różne postaci! Nicholson jest uroczy, bawi nas. Natomiast Ledger to uosobienie czystego zła. Przeraża. Joker zdecydowanie pochłania całą uwagę widza, ale nie możemy zapominać o inny świetnych aktorach! Przecież fantastycznie gra tu Morgan Freeman, Christian Bale, Gary Oldman czy Michael Caine.
Mroczny rycerz jest przemyślany. Nie ma tu zbędnych efektów specjalnych. To co się dzieje na ekranie jest wyważone i porywające. Fani starego batmobila przeżyją rozczarowanie, gdyż co raz bardziej jest on czołgiem a nie sportowym samochodem. Za to posiada wiele innych atutów.
Najnowszy Batman zaskakuje. Jest niesamowity. Prawdziwy. Moim zdaniem to najlepsza ekranizacja marvelowskiego komiksu.

 
Polska reżyserka Magdalena Piekorz zasłynęła filmem Pręgi, który w 2004r. wygrał XXIX Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jej najnowsze dzieło to Senność.
Aktorka chora na narkolepsję. Zdradza ją mąż. Pisarz z żoną - histeryczką, której chyba nie kocha. Od dwóch lat obserwuje ludzkie nogi przez okienko w archiwum, gdzie pracuje. Młody lekarz na Śląsku. Ucieka od swoich zaborczych rodziców. Zakochuje się. Za tę miłość prawie przypłaca życiem. Ich drogi przecinają się.
Zapowiada się nader interesująco. Niestety na zapowiedziach się kończy. Magdalena Piekorz robi z widza kretyna. Obrzuca go dosłownością i zbędną nagością. Nie daje pola do popisu wyobraźni. Widz nie jest głupi. A za takiego niestety wzięła go reżyserka. Jest nachalna. Film mógł być bardzo dobry, gdyby nie to. 
Ja bym chciała wyjść z kina z refleksją o samotności, poszukiwaniu szczęścia, a nie z myślą „O matko, jak Obuchowicz okropnie wygląda nago”.


Najnowsze dzieło braci Cohen oraz, jak głosi podtytuł, najśmieszniejsza komedia roku.
Ta reżyserska para już nie raz przekonała nas o swoim niesamowitym poczuciu humoru i dystansie do świata. Tym razem pobili wszelkie rekordy. Śmiechu.
Analityk CIA- Osborne Cox (John Malkovic) właśnie został zwolniony z pracy. Jego apodyktyczna żona (Tilda Switon) zajęła mu konto bankowe i wniosła pozew o rozwód. Harry Pfarrer (George Clooney) pracuje w Ministerstwie Skarbu i zawsze nosi przy sobie broń. Wolny czas spędza na randkach z poznanymi przez Internet kobietami. Są jeszcze Chad Feldheimer (Brad Pitt) i Linda Litzke (Frances McDormand). Oboje pracują w fitness klubie „Ciałko”. Litzke to zrozpaczona singielka potrzebująca pieniędzy na operacje plastyczne (cztery, różne i bardzo skomplikowane). Chad natomiast jest niezbyt rozgarniętym trenerem fitness. Jak to zwykle bywa, pewne zbiegi okoliczności doprowadzają do tego, że ich drogi przecinają się. ale w jaki sposób!
Tajne przez poufne to doskonała komedia. Zaskakujące sytuacje, inteligentne gagi i niesamowity poziom absurdu niejednokrotnie doprowadzają do łez. Bracia Coen perfidnie nabijają się ze Stanów Zjednoczonych, ale robią to z cudownym wdziękiem. Pomaga im w tym doskonała obsada. Brad Pitt biegający w obcisłym dresie… To jest to!
„I jaki z tego wniosek? Nie wiem, kurwa, nie wiem”.

 
Bardzo niecierpliwie oczekiwany. Nareszcie jest! James Bond w nowej odsłonie! Tylko, po co?
Kochamy Bonda za jego Astona Martina, niesamowite gadżety, pościgi, walki i piękne kobiety. I nikt by się nie spodziewał, że ten dystyngowany Brytyjczyk może w jakikolwiek sposób przegiąć.  Niespodzianka.
Już pierwsza scena zapowiada klęskę Quantum of solace. Pierwszy pościg. Świetne ujęcia, tylko, co się dzieje? Nic nie widać. Chwila odpoczynku i następny pościg. Z dwóch facetów w czarnych garniturach nagle robi się trzech? Co tu się dzieje? Tego właśnie do końca nie wiadomo. Wiadomo, że jest nowa organizacja, o której nikt nic nie wie, a która jest wszędzie. Wiadomo też, że Bond chce pomścić Vesper. Jest bardzo nieobliczalny. Świetna historia. Niestety, efekty rodem z Harry’ego Pottera zdołały ją zniszczyć. Z pomocą przyszła im niesamowita ilość zbyt wartkiej akcji i zastępy trupów zostawianych przez agenta 007. Pan Foster chyba bardzo chciał by technika brytyjskich służb specjalnych była jak zawsze na poziomie wyższym niż to jest możliwe. Szkoda, bo w ogóle zagubiła się tu historia, postaci. Nowy, uczłowieczony James (Daniel Craig) zniknął. Pojawiła się u jego boku kolejna piękna kobieta (Olga Kurylenko), ale żadne z nich nie miało szansy nawet zarysować swoich postaci. A szkoda. Po innym niż poprzednie ekranizacje, ale genialnym Casino Royal , najnowszy Bond jest po prostu nieporozumieniem.

Na ekrany naszych kin weszła ostatnio niesamowita ilość komedii romantycznych. Jedną z nich jest Nie kłam, kochanie Piotra Wereśniaka. Ze scenariuszem Ilony Łepkowskiej, Piotrem Adamczykiem i uroczą Martą Żmudą-Trzebiatowską w rolach głównych oraz pięknymi zdjęciami Krakowa, od razu został skazana na sukces.
Nie kłam, kochanie to jedna z wielu komedii romantycznych, ale  d o b r a.
Fabuła opowiada o historii miłosnej (jak to z nazwy wynika) ślicznej ogrodniczki (Marta Żmuda-Trzebiatowska) do bogatego, przystojnego, młodego… kłamcy (Piotr Adamczyk). Wszystko by było pięknie, gdyby nie to, że Marcinowi (główny bohater) skończyły się pieniądze, a jedynym sposobem na odzyskanie ich jest przyjazd do rodzinnego Krakowa na spotkanie z ciocią Nellą (BeataTyszkiewicz) z piękną i odpowiednią narzeczoną. Wtedy pani Ania- ogrodniczka przychodzi zasadzić na balkonie wrzosy….
Nie kłam, kochanie to przedłużony serial dla kobiet lub (jak kto woli) bajka w wersji filmowej. Niemniej jednak stanowi bardzo ładny obrazek. Zdecydowanie magiczny charakter Krakowa sprawia, że widz zatapia się w ów bajeczną opowieść. Te śliczne zdjęcia zawdzięczamy Jarosławowi Żamojdzie. Uroku dodają cudowne kreacje aktorskie postaci epizodycznych. I najważniejszy argument przemawiający za tym, żeby wybrać się do kina: Nie kłam, kochanie śmieszy. Gagi sytuacyjne, dobre dialogi, piękne kobiety i przystojni mężczyźni, czyli wszystkie składniki komedii romantycznej są właśnie tu! Poza tym, jak cudownie jest odkrywać wciąż na nowo Piotra Adamczyka, który, choć zakorzeniony już w naszej świadomości jako papież, jest świetnym aktorem.
Oprócz jednej kwestii wypowiedzianej pod koniec filmu, tej komedii romantycznej naprawdę nie można nic zarzucić. Po projekcji nie usłyszymy znowu: „Nigdy w życiu na komedię romantyczną” to pewne. A pozdrawia sam…. Niech to będzie niespodzianką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz