11.04.2011

Ryan Gosling.

rozpoczynam przegląd fantastycznych aktorów.  

Ryan Gosling - prawdziwe objawienie. ten facet zagra dosłownie wszystko. i za każdym razem będzie prawdziwy, przejmujący, zagarniający dla siebie cały ekran.












fascynacja rozpoczęła się od Blue Valentine, w którym partnerowała mu Michelle Williams. ten film zawojował tegoroczny Sundance. to przejmująca historia próby walczenia o utrzymanie miłości, związku. na naszych oczach rozpada się uczucie, które miało być wieczne, nieprzemijające.
piękne zdjęcia, okraszone cudowną muzyką (Grizzly Bear). mało słów - wszystko znajduje się pomiędzy.
zdecydowanie jeden z lepszych melodramatów jakie widziałam. a tego gatunku nie lubię szczególnie mocno. nie sposób jednak mi się nie zachwycać tym, co niesamowitego tworzy ta dwójka aktorów. jak idealnie są młodzi i pełni nadziei, przy czym zaraz zgorzkniale dorośli. doskonały popis aktorstwa.

jak mam w zwyczaju, zachwycona Ryanem, zaraz zabrałam się za jego filmografię.

następnym filmem był The Believer. młodziutki Gosling zagrał tam przepełnionego nienawiścią neonazistę Żyda. żydowskiego nazistę, który chciałby wymordować wszystkich Żydów. jego nienawiść przeplotła się z nowo poznaną miłością do dziewczyny, która z całych sił chciała nauczyć się wszystkiego o wierze narodu wybranego. a bomby już leżały podłożone w synagodze...
trudno nie porównywać tego filmu do American History X. kreacje stworzone przez Nortona i Goslinga mogą zostać uznane za podobne. jednak w American History mamy w pewien sposób happy ending - główny bohater przechodzi wewnętrzną, powolną przemianę i w konsekwencji jego dusza/osoba zostaje uratowana (czego nie można powiedzieć o młodszym bracie). postać Goslinga natomiast jest targana dużo bardziej sprzecznymi emocjami. to dopiero młody chłopak, który pogubił jakiekolwiek ideały. jednak Ryan powoduje, że zamiast pogardy czujemy tylko empatię i smutek. jest niesamowity.

następna była słodko-gorzka komedia Lars and the real girl.
przyzwyczajona do pięknego, przystojnego Ryana przeżyłam niemały szok. brzuszek i wąsy zrobiły swoje. strój robi rolę - jest w tym trochę prawdy.
tym razem przedstawił historię trzydziestoparoletniego Larsa, który starając się zapełnić pustkę w swoim życiu, a także sprostać wymaganiom brata i jego żony, pewnego dnia zamawia przez internet lalkę. Bianca staje się jego oficjalną dziewczyną, a nawet zamierzają się pobrać. z tym musi się uporać miasteczko, bo Lars nie przyjmuje do wiadomości, że Bianca to tylko lalka. film przedstawia więc dwie historie: z jednej strony trochę psychicznego Larsa, a z drugiej ludzi w jego otoczeniu, którzy po to, żeby mu pomóc zaczynają grać w tę groteskę.
film sam w sobie niestety się nie broni. niesamowity pomysł, ale jednak nie został jakoś do końca udźwignięty. brakuje mi tu doskonałej muzyki czy zdjęć. jakby realizatorzy oparli się jedynie na talencie aktorów i pomysłowości historii. niestety nie wystarczyło.
ale! Ryan jest tym razem kompletnie inny. znowu. zaskakuje i wzrusza. jest magnesem. patrzy się tylko i wyłącznie na niego. łaknie scen z nim. dobrze, że jest ich tak dużo.


jakby było mało Gosling jest również niesamowicie utalentowanym muzykiem! od paru lat w raz z kolegą tworzą zespół Dead Man's Bones !

a tymczasem ja się zabieram za film, który przyniósł mu sławę - The Notebook.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz